Czy konserwy zabiły wyprawę Franklina?
Zapytaj większość ludzi, czy konserwy zabiły wyprawę Franklina, a odpowiedź padnie szybko i pewnie: tak — źle lutowane puszki uwalniały ołów, otruły 129 mężczyzn i przypieczętowały los najambitniejszej arktycznej wyprawy, jaką kiedykolwiek wysłała Royal Navy. To czysta, satysfakcjonująca opowieść. Zgodnie z ustaleniami chemii ostatnich dwudziestu lat jest ona jednak w większości błędna.

Wyprawa Franklina wypłynęła z Anglii w maju 1845 roku, by przebić się Przejściem Północno-Zachodnim — legendarnym szlakiem morskim biegnącym ponad Ameryką Północną. Żaden z okrętów, ani HMS Erebus, ani HMS Terror, nigdy więcej nie został ujrzany przez europejskie oczy. To, co nauka rekonstruuje od czterdziestu lat, nie jest pojedynczą zbrodnią, lecz katastrofą rozgrywającą się w zwolnionym tempie, z co najmniej czterema podejrzanymi — a puszki z każdym rokiem wydają się coraz mniej winne.
- Wypłynięcie: maj 1845, Anglia → Przejście Północno-Zachodnie. Dwa okręty, HMS Erebus i HMS Terror, 129 oficerów i marynarzy pod dowództwem sir Johna Franklina.
- Puszki: ok. 8000 puszek konserwowanego mięsa, zupy i warzyw od dostawcy Stephena Goldnera, zalutowanych spoiwem zawierającym około 90% ołowiu.
- Groby: trzech marynarzy pochowanych na Wyspie Beechey zimą 1845–46, ekshumowanych przez zespół Owena Beattiego w 1984 roku.
- Sensacja: poziom ołowiu w kościach załogi wyniósł ponad 200 części na milion — czyli mniej więcej dziesięć razy więcej niż w szczątkach miejscowych Inuitów.
- Zwrot akcji: badanie Western University z 2013 roku wykazało, że ołów był równomiernie rozłożony w całym szkielecie każdego mężczyzny — to wzorzec charakterystyczny dla wieloletniej ekspozycji, a nie nagłego skoku w Arktyce.
Najważniejsze fakty
- Wyprawa Franklina wypłynęła z Anglii w maju 1845 roku; HMS Erebus i HMS Terror wiozły 129 oficerów i marynarzy pod dowództwem sir Johna Franklina, których celem było przebicie się Przejściem Północno-Zachodnim
- Okręty wiozły około 8000 puszek konserwowanego mięsa, zupy i warzyw od dostawcy Stephena Goldnera, zalutowanych spoiwem zawierającym około 90% ołowiu; kontrakt przyznano 1 kwietnia 1845 roku, a okręty wypłynęły około siedem tygodni później
- W 1984 roku antropolog sądowy Owen Beattie z University of Alberta ekshumował trzech marynarzy pochowanych na Wyspie Beechey zimą 1845–46, stwierdzając poziom ołowiu w kościach na poziomie 200–226 ppm wobec około 22–36 ppm u miejscowych Inuitów
- Pierwszy wpis w notatce pozostawionej w kopcu kamiennym, datowany na maj 1847 roku, głosił „wszystko w porządku”, natomiast dopisek na marginesie z 25 kwietnia 1848 roku informował o porzuceniu okrętów i śmierci 24 mężczyzn, w tym Franklina
- Badanie Western University z 2013 roku, prowadzone przez profesora chemii Rona Martina i opublikowane w czasopiśmie Applied Physics A, wykorzystało synchrotron i wykazało, że ołów w kościach załogi był rozłożony równomiernie, co wskazuje na wieloletnią ekspozycję, a nie świeży skok w Arktyce
W skrócie: Wyprawa Franklina z 1845 roku, licząca 129 mężczyzn, zaginęła podczas poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego. Jej 8000 puszek zalutowano spoiwem zawierającym 90% ołowiu, a ekshumacje z 1984 roku wykazały poziom ołowiu w kościach załogi bliski 200–226 ppm. Jednak badanie synchrotronowe Western University z 2013 roku pokazało, że ołów był rozłożony równomiernie przez całe życie, więc same puszki najprawdopodobniej nie były przyczyną śmiertelnego zatrucia.
Maj 1845: najdumniejsza flota, jaką kiedykolwiek wysłała Royal Navy

Wyobraźcie sobie to pożegnanie. Dwa okręty bombowe, wzmocnione przeciw pakowi lodowemu, z dziobami pokrytymi żelazem. Silniki parowe zdemontowane z kolei London & Croydon Railway, gotowe pchać je przez spokojną wodę z prędkością czterech węzłów. Biblioteki liczące ponad tysiąc książek. Wykwintna porcelana, szlifowane szkło i zapasy na trzy lata. To nie była wyprawa na ostatnim tchu — to wiktoriańskie państwo pokazywało pełnię swoich mięśni.
Wielorybnicy dostrzegli okręty w Zatoce Baffina w lipcu 1845 roku, przycumowane do góry lodowej, czekające na otwarcie się drogi. Potem zapadła cisza. Przez lata Admiralicja zakładała, że wyprawa po prostu zimuje. W rzeczywistości już wtedy umierała — uwięziona w lodzie u wybrzeży Wyspy Króla Williama, a jej ludzie rozpoczynali pieszy odwrót, którego nie przeżył żaden z nich.
Jedyny odnaleziony dokument — notatka pozostawiona w kopcu kamiennym i dwukrotnie uzupełniana — opowiada całą historię w kilku zdaniach. Pierwszy wpis, datowany na maj 1847 roku, kończy się pogodnie: „wszystko w porządku”. Drugi, nabazgrany na marginesie rok później, 25 kwietnia 1848 roku, informuje o porzuceniu okrętów i śmierci 24 mężczyzn — w tym Franklina. W ciągu dwunastu miesięcy wydarzyło się coś katastrofalnego.
Kontrakt, którego nigdy nie powinno się podpisać
W tym miejscu do akcji wkraczają puszki i tu historia robi się naprawdę obciążająca — tyle że nie tak, jak większość ludzi sądzi. Admiralicja przyznała kontrakt na zaopatrzenie Stephenowi Goldnerowi 1 kwietnia 1845 roku. Okręty wypłynęły niecałe siedem tygodni później.
Siedem tygodni na wyprodukowanie około 8000 puszek mięsa, zupy i warzyw. Goldner zdobył zlecenie, zaniżając ofertę wobec pięciu konkurentów, po czym stanął przed terminem graniczącym z niemożliwością. Poszedł na skróty, i widać to wyraźnie: gdy śledczy zbadali później zachowane puszki oraz lut na ekshumowanych szczątkach, szwy opisano jako grube i niechlujne, ściekające niczym wosk świecy. Ten lut zawierał około 90% ołowiu.
{IMAGE_2}
Skandal przy zamówieniu jest więc prawdziwy. Tania oferta w połączeniu z gorączkowym harmonogramem dały kiepskiej jakości puszki, a te rzeczywiście uwalniały ołów do jedzenia. Pytanie, którego popularna opowieść nigdy nie zadaje, a które ma największe znaczenie, brzmi: czy było to wystarczająco dużo ołowiu, wchłoniętego wystarczająco szybko, by zabić? Przez długi czas wszyscy zakładali, że tak. Aż w końcu ktoś naprawdę przyjrzał się kościom.
Wyspa Beechey, 1984: zamrożona twarz i sensacja 226 ppm
Na smaganej wiatrem żwirowej mierzei zwanej Wyspą Beechey znajdują się trzy groby — marynarzy, którzy zmarli podczas pierwszej zimy wyprawy i zostali pochowani, zanim katastrofa w pełni się rozwinęła. W 1984 roku antropolog sądowy Owen Beattie z University of Alberta ich ekshumował. Arktyczna wieczna zmarzlina dokonała czegoś niesamowitego: ciała mężczyzn były praktycznie nienaruszone, zamrożone w całości. Twarz dwudziestoletniego palacza okrętowego Johna Torringtona, niebieskooka i pełna zaskoczenia, spojrzała prosto w XX wiek.
Zespół Beattiego poddał tkanki i kości analizie toksykologicznej. Wyniki były oszałamiające — poziom ołowiu w kościach wynosił od 200 do 226 części na milion, czyli wielokrotnie więcej niż u Inuitów żyjących w tym samym środowisku. Wydana w 1987 roku książka Beattiego Frozen in Time przedstawiła tezę, która stała się obowiązującą wykładnią: puszki otruły załogę, mącąc jej osąd i niszcząc ciała, aż szkorbut, zimno i głód dokończyły dzieła.
- ~200–226 ppm — ołów w kościach załogi Franklina (Beattie, lata 80. XX wieku)
- ~22–36 ppm — ołów w kościach kontrolnych miejscowych Inuitów z tej samej epoki
- ~1 tona / godzinę — ilość słodkiej wody, jaką systemy destylacyjne okrętów mogły zużywać podczas żeglugi parowej (szacunek Battersby’ego)
- Równomiernie, a nie skokowo — ustalenie z 2013 roku: ołów w organizmach załogi był rozłożony równomiernie na przestrzeni całego życia wzrostu kości
Czy konserwy zabiły wyprawę Franklina? Co pokazała chemia z 2013 roku
Kość jest powolnym pamiętnikiem. Zapisuje narażenie na ołów przez lata, odkładając nowy minerał niczym słoje drzewa. Gdyby puszki nagle zalały tych ludzi ołowiem w Arktyce, dałoby się to zauważyć: świeże, skoncentrowane pasmo ołowiu w najnowszej tkance kostnej. Właśnie tego szukał w 2013 roku zespół z Western University w Ontario.
Pod kierunkiem profesora chemii Rona Martina badacze poddali kości załogi działaniu synchrotronu — akceleratora cząstek, który dokładnie mapuje położenie atomów wewnątrz próbki. Ich odkrycie, opublikowane w czasopiśmie Applied Physics A, po cichu obaliło popularną teorię. Ołów był rozłożony równomiernie w całej kości — to sygnatura dziesięcioleci stałej ekspozycji, a nie świeżej arktycznej dawki. Jak ujął to zespół Martina, wyprawa była po prostu zbyt krótka, by mężczyźni mogli wchłonąć z puszek tak ogromny ciężar, jaki niosły ich szkielety.
A ten ciężar miał całkiem przyziemne wyjaśnienie. Wiktoriańska Brytania była światem ołowiu — ołowiane rury, ołowiana farba, ołowiane szkliwa, ołów w winie i kosmetykach. Ci marynarze byli nasyceni ołowiem, jeszcze zanim opuścili port. Puszki mogły dołożyć nieco więcej, ale to nie one zadały śmiertelny cios. To element, który wciąż pomija niemal każdy film dokumentalny, a który zmienia cały kształt tej zagadki.
Drugi podejrzany: rury wodne samych okrętów
Jeśli nie puszki, to co wprowadziło do organizmów tych konkretnych ludzi tak dużo ołowiu? Brytyjski inżynier i badacz wyprawy Franklina, William Battersby, w 2008 roku zaproponował najbardziej eleganckiego kandydata: same okręty.
Erebus i Terror wyposażono w nowoczesne wówczas urządzenia do topienia lodu i destylowania słodkiej wody na potrzeby silników parowych i załogi. Battersby oszacował, że systemy te mogły zużywać nawet około tony wody na godzinę podczas pracy pod parą — a woda przepływała przez ołowiane rury i wyłożone ołowiem zbiorniki. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu ludzie ci najprawdopodobniej pili niejako swój własny okręt. Stały wyciek z instalacji wodnej znacznie lepiej pasuje do „równomiernej, przewlekłej” chemii niż jakikolwiek nagły cios z talerza obiadowego.
Warto tu być szczerym: rury Battersby’ego pozostają hipotezą, a nie udowodnionym faktem, a równomierny, całożyciowy odczyt kości sugeruje, że znaczna część ciężaru ołowiu poprzedzała samą wyprawę. Jednak jako źródło pokładowe instalacja wodna jest bardziej prawdopodobnym winowajcą niż puszki — i o wiele dziwniejszym, bardziej ludzkim. Technologia, która miała utrzymać załogę przy życiu, mogła po cichu ją zatruwać.
Marynarz, który głodował obok ton mięsa
Potem, w 2016 roku, pojedynczy paznokieć przepisał kolejny rozdział. Jennie Christensen, naukowczyni zajmująca się naukami środowiskowymi z firmy TrichAnalytics, zdobyła zachowany paznokieć Johna Hartnella, jednego z trzech marynarzy z Wyspy Beechey, i odczytała go niczym taśmę magnetofonową. Paznokieć rośnie przez miesiące, gromadząc chemiczny zapis tego, co jego właściciel jadł — i czego nie jadł.
Paznokieć Hartnella opowiedział ponurą historię. Mężczyzna cierpiał na poważny niedobór cynku. Jego ciało nosiło ślady kogoś, kto niemal w ogóle nie jadł mięsa, choć ładownie wokół niego uginały się od konserwowanej wołowiny i wieprzowiny. Niedobór cynku upośledza układ odpornościowy, a zespół Christensen argumentował, że to właśnie on pozwolił uaktywnić się utajonej gruźlicy, która go zabiła. Co istotne, paznokieć wykazał, że poziom ołowiu mieścił się w normie i wzrósł dopiero na samym końcu — ostatni skok nastąpił, gdy jego słabnące, głodujące ciało zaczęło wypłukiwać ołów z własnych kości.
Dlaczego człowiek miałby odmawiać jedzenia mięsa, którym był otoczony? Być może puszki psuły się szybciej, niż ktokolwiek chciał przyznać, a może choroba zabiła już jego apetyt. Tak czy inaczej, obraz jest przejmujący: śmierć z niedożywienia w samym środku pływającego magazynu żywności.
Jad kiełbasiany, szkorbut, gruźlica — wielogłowy zabójca
Lista prawdopodobnych czynników wciąż się wydłuża. W 2003 roku toksykolog Bruce Horowitz opublikował artykuł podnoszący mrożącą krew w żyłach alternatywę: zatrucie jadem kiełbasianym. Niewłaściwie zamknięte puszki są modelowym środowiskiem dla bakterii Clostridium botulinum, a Arktyka jest domem dla lubiącego zimno szczepu typu E. Horowitz odnotował ślady zarodników w jelitach ekshumowanego marynarza. Zła partia puszek mogła zabijać nie ołowiem, lecz toksyną — szybko i wcześnie.
Nałóżcie to wszystko na siebie, a wyłoni się prawdziwy obraz. Szkorbut spowodowany zanikającą witaminą C. Gruźlica żerująca na załamanej odporności. Możliwe zatrucie jadem kiełbasianym z tych samych puszek, które miały ich ocalić. Przewlekłe zatrucie ołowiem, które w większości przywieźli z domu. A na koniec: hipotermia, głód i — potwierdzony relacjami Inuitów przekazanymi Johnowi Rae w 1854 roku oraz nacięciami na kościach badanymi przez współczesnych osteologów — kanibalizm wśród ostatnich ocalałych ciągnących łodzie po lodzie.
Uczciwy werdykt nie brzmi, że stara opowieść była błędna, lecz że była zbyt uporządkowana: jeden winowajca dla śmierci, która wyraźnie miała kilka przyczyn. Wyprawy Franklina nie zabiła jedna rzecz. Zabiła ją kaskada zdarzeń.
Pytania czytelników
Czy konserwy rzeczywiście otruły załogę Franklina? Puszki rzeczywiście zawierały lut z dużą zawartością ołowiu i uwalniały część ołowiu do jedzenia, więc stanowiły realne zagrożenie. Jednak badanie kości przeprowadzone przez Western University w 2013 roku wykazało, że ołów w organizmach załogi był ciężarem gromadzonym przez całe życie i rozłożonym równomiernie, a nie arktycznym skokiem pochodzącym z puszek — puszki były więc co najwyżej niewielkim czynnikiem, a nie przyczyną śmierci.
Jeśli nie puszki, to skąd wziął się cały ten ołów? Dwie odpowiedzi. Większość prawdopodobnie pochodziła sprzed wyprawy — wiktoriańska Brytania była przesiąknięta ołowianymi rurami, farbą i szkliwami. Na pokładzie głównym podejrzanym jest wyłożony ołowiem system destylacji słodkiej wody, z którego mężczyźni korzystali codziennie.
Co więc ich naprawdę zabiło? Splot czynników: głód, szkorbut, gruźlica nasilona niedoborem cynku, zimno i prawdopodobnie zatrucie jadem kiełbasianym ze zepsutych puszek — kaskada przyczyn, a nie jedna trucizna.
Czy okręty zostały kiedykolwiek odnalezione? Tak. Parks Canada zlokalizowała wrak HMS Erebus w 2014 roku, a HMS Terror w 2016 roku — oba w pobliżu Wyspy Króla Williama, w zaskakująco dobrym stanie zachowania. Nurkowie wciąż wydobywają artefakty, a najpełniejsze odpowiedzi wciąż mogą tam czekać.
Źródła i przypisy
- Owen Beattie i John Geiger, Frozen in Time: The Fate of the Franklin Expedition (University of Alberta Press) — ekshumacje na Wyspie Beechey i pierwotne odkrycia dotyczące ołowiu w kościach.
- Ronald R. Martin i in., „Pb distribution in bones from the Franklin expedition”, Applied Physics A, Western University, 2013 — dowody synchrotronowe na równomierną, całożyciową ekspozycję na ołów.
- Jennie Christensen i in., „Hartnell’s time machine”, Journal of Archaeological Science: Reports, 2016 (TrichAnalytics) — mikroanaliza paznokcia wykazująca poważny niedobór cynku i gruźlicę.
- Bruce Z. Horowitz, „Polar Poisons: Did Botulism Doom the Franklin Expedition?”, Clinical Toxicology, 2003 — hipoteza zatrucia jadem kiełbasianym typu E.
- William Battersby, „Identification of the probable source of the lead poisoning observed in members of the Franklin Expedition”, Journal of the Hakluyt Society, 2008 — hipoteza dotycząca pokładowej instalacji destylacyjno-wodociągowej.
- Parks Canada — Wrecks of HMS Erebus and HMS Terror National Historic Site — szczegóły dotyczące zaopatrzenia oraz odkrycia z lat 2014/2016.

Czterdzieści lat chemii zmieniło prostą moralitetową opowieść — tanie puszki, które zabiły załogę — w coś bogatszego i dziwniejszego: zagadkę wciąż rozwiązywaną, jeden paznokieć i jedno nurkowanie na raz. Puszki zostały w dużej mierze uniewinnione. Rury, drobnoustroje i powolna arytmetyka głodu wciąż pozostają pod podejrzeniem. A gdzieś w zimnych kadłubach Erebusa i Terroru, w osadach i zaplombowanych kabinach, których Parks Canada jeszcze nie otworzyła, ostatni świadkowie mogą wciąż czekać, by złożyć zeznania.
Najczęściej zadawane pytania
P: Czy konserwy zabiły wyprawę Franklina?
Prawdopodobnie nie same w sobie. Około 8000 puszek wyprawy zalutowano spoiwem zawierającym około 90% ołowiu, który rzeczywiście przenikał do jedzenia, a ekshumacje z 1984 roku wykazały poziom ołowiu w kościach załogi rzędu 200–226 ppm, znacznie powyżej poziomu u miejscowych Inuitów. Jednak badanie synchrotronowe Western University z 2013 roku wykazało, że ołów był rozłożony w kościach równomiernie — to sygnatura dziesięcioleci stałej ekspozycji, a nie świeżej arktycznej dawki. Wyprawa była po prostu zbyt krótka, by puszki mogły wytworzyć tak duży ciężar.
P: Kiedy i dlaczego wyruszyła wyprawa Franklina?
Wyprawa wypłynęła z Anglii w maju 1845 roku, by przebić się Przejściem Północno-Zachodnim — legendarnym szlakiem morskim biegnącym ponad Ameryką Północną. Składała się z dwóch wzmocnionych okrętów bombowych, HMS Erebus i HMS Terror, wiozących 129 oficerów i marynarzy pod dowództwem sir Johna Franklina, wyposażonych w silniki parowe, biblioteki liczące ponad tysiąc książek, wykwintną porcelanę i zapasy na trzy lata. Wielorybnicy dostrzegli okręty w Zatoce Baffina w lipcu 1845 roku, przycumowane do góry lodowej, a żaden z nich nigdy więcej nie został ujrzany przez europejskie oczy.
P: Co ujawniły groby na Wyspie Beechey?
Trzech marynarzy, którzy zmarli podczas pierwszej zimy wyprawy, pochowano na Wyspie Beechey w latach 1845–46. W 1984 roku antropolog sądowy Owen Beattie z University of Alberta ekshumował ich, odkrywając, że arktyczna wieczna zmarzlina zamroziła ciała mężczyzn praktycznie nienaruszone, w tym dwudziestoletniego palacza okrętowego Johna Torringtona. Toksykologia wykazała poziom ołowiu w kościach rzędu 200–226 ppm, czyli wielokrotnie więcej niż około 22–36 ppm stwierdzone w szczątkach Inuitów z tej samej epoki. Wydana w 1987 roku książka Beattiego Frozen in Time głosiła, że to puszki otruły załogę.
P: Co udowodniło badanie chemiczne z 2013 roku?
Zespół z Western University w Ontario, pod kierunkiem profesora chemii Rona Martina, w badaniu opublikowanym w Applied Physics A, poddał kości załogi działaniu synchrotronu — akceleratora cząstek dokładnie mapującego położenie atomów wewnątrz próbki. Gdyby puszki nagle zalały ludzi ołowiem w Arktyce, w najnowszej tkance kostnej pojawiłoby się świeże, skoncentrowane pasmo. Tymczasem ołów był rozłożony równomiernie w całej kości — to sygnatura dziesięcioleci stałej ekspozycji. Wyprawa była zbyt krótka, by mężczyźni mogli wchłonąć z puszek tak duży ciężar szkieletowy.
Ilustracje wygenerowano przy użyciu AI. Artykuł zweryfikowany faktograficznie i zredagowany przez człowieka. Nasze standardy redakcyjne.